Z węgla na gaz ziemny

Przedstawiamy Wam historię rodziny, która zmieniła ogrzewanie domu z węglowego na gazowe. Jakie są ich doświadczenia? Przekonajcie się sami.

Dom, w którym mieszkają nasi bohaterowie został wybudowany w latach 80. ubiegłego wieku. Jest to dwupiętrowy, murowany sześcian z nieużytkowym poddaszem. Ściany są wykonane z podwójnego pustaka żużlowego typu „Haś”, docieplone styropianem o grubości 12 cm. Również podłoga i strop nad drugą kondygnacją są docieplone. Około 10-letnie okna PCV są dwuszybowe. Ogrzewanie realizowane jest przez grzejniki płytowe. Na części powierzchni parteru jest ogrzewanie podłogowe. Powierzchnia ogrzewana wynosi ok. 140 m2.

Pierwszym źródłem ciepła był piec na ekogroszek z podajnikiem. Podajnik pozwalał na zasypywanie kotła raz na tydzień. Gorzej z popiołem, który musiał być wybierany codziennie. Dodatkowo obsługa pieca wiązała się z koniecznością przechowywania węgla oraz zanieczyszczeniem powietrza w domu, zwłaszcza podczas usuwania popiołu. W sezonie grzewczym nasi bohaterowie zużywali ok. 2,5 tony ekogroszku. Przyjmując cenę tony ekogroszku na poziomie 900 zł (tu każdy może użyć kwotę jaką sam płaci za ekogroszek), roczne koszty ogrzewania wahały się między 1800 a 2250 złotych. Piec węglowy wykorzystywany był również do podgrzewania ciepłej wody poza sezonem grzewczym. Dodatkowym kosztem był zakup butli do zasilania kuchni gazowej (ok. 400 zł rocznie).

Nasi bohaterowie zdecydowali się na zmianę kotła na gazowy. Całkowity koszt kotła oraz dostosowania instalacji wyniósł 14 000 złotych. Kwota ta została w całości pokryta z dofinansowania z gminy. Jak zmieniły się rachunki? W ostatnim, pełnym roku rozliczeniowym całkowity koszt gazu wyniósł ok. 2 500 zł. Uwzględnia to również przygotowanie ciepłej wody oraz przygotowanie posiłków na kuchni gazowej.

Jakie zalety zmiany formy ogrzewania widzą nasi bohaterowie?

Nie są niewolnikami pieca. Mogą wyjechać kiedy chcą i na ile chcą, nie martwiąc się o powrót do zimnego domu.

Nie muszą magazynować węgla, wrzucać do podajnika, opróżniać popiołu. Zaoszczędzony czas można wykorzystać na inne aktywności.

Wolne pomieszczenie po zlikwidowanej kotłowni zostało wykorzystane na pralnię.

W domu jest czysto, nie śmierdzi dymem i nie ma zapylenia spowodowanego między innymi opróżnianiem popiołu.

Podsumowując, przy porównywalnych kosztach ogrzewania węglem i gazem, zyskuje się przede wszystkim czas i wygodę. Dodatkowo nie ma wysokiej emisji zanieczyszczeń do środowiska, co istotnie przyczynia się do poprawy jakości powietrza.

Zdajemy sobie sprawę, że wielu mieszkańców naszej gminy nie ma dostępu do sieci gazowej. Niemniej, jeśli ktoś ma taką możliwość warto już dziś pomyśleć o zmianie pieca. Czasu zostało niewiele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *